Komentarze do notki ...1...

...1... 
14. sierpnia 2003 12:10:00
linkologia.pl spis.pl

sama nie wiem, po co mi ten blog. z poczatku chcialam kolejny na blog.pl, ale jesli za to trzeba 5 zl bulic to dzieki.

dzisiaj jest dzien jak co dzien. zastanawiam sie czy ten moj wieczny zly humor to juz nie depresja...

jesli depresja, to nawet dobrze. przynajmniej juz nie bedzie "znowu masz dola??", teraz bedzie "ciagle masz depresje??". odmiana dobrze robi.

za czesto zastanawiam sie nad swoim zyciem. to glupio z mojej strony. zawsze jak sie nad nim glebiej zastanowie dochodze do wniosku ze to ja sama a nie kto inny utrudniam je sobie jak tylko potrafie... ale nie chce tego zmieniac. nie wiem czemu, po prostu NIE.

nikt nie rozumie tego mojego chorego podejscia do zycia i samej siebie. w sumie sie nie dziwie. tak sie ostatnio zastanawialam, czy w ogole istnieje zrozumienie? nikt, kompletnie nikt, nawet z tymi samymi problemami, nie wie w ogole co druga osoba czuje, jakie uczucia rozpychaja jej serce od srodka do czasu az peknie. jak balonik. szczesliwy, zolty balonik. z narysowanym usmiechem. balonik lecial sobie wsrod slicznych chmur i ozdabial niebo swoja sloneczna zolcia. az wpadl na drzewo. pekl. nie zyl.

moje uczucia tez zaraz pekna. niedlugo bede mogla napisac - nie zyja. nie ma ich. przynajmniej tych, ktore dawaly wytrwac. te negatywne sa, byly i beda. nie wiem z czego je robia, chyba ze stali. stal nie peka.

rozmawialam wczoraj z kolezanka. w sumie o tym co zwykle. potem zeszlysmy na temat - milosc. niecierpie tego tematu, po prostu nienawidze. jest taki pospolity. te wszystkie szczesliwe pary nie boja sie rozmawiac o milosci. ci wszyscy usmiechnieci ludzie ktorzy sa na tyle silni ze w przeciwienstwie do mnie potrafia sie jeszcze usmiechnac.

przynajmniej ta jedna kolezanka nie wciskala mi kitu, ze milosc jest fajna. nie jest fajna. obie doszlysmy do tego wniosku, zreszta nie pierwszy raz. milosc jest cholernie niszczacym uczuciem... nienawisc mniej boli. czulam kiedys nienawisc, czulam i czuje milosc. i naprawde wolalabym miec juz tylko ta nienawisc. takie negatywne z zalozenia uczucie, niszczace nienawidzacego i nienawidzonego jest duzo lepsze od pozytywnej z zasady milosci. bo milosc z jednej strony otumania swoim pieknem, a z drugiej strony przyciska do gruntu gdy cos z nia nie wychodzi. wredna, pieprzona milosc... nienawidze milosci

nienawidze siebie samej. nadaje sie do psychiatry. depresja i samonienawisc, kto wie co tam jeszcze. nienawidze tego ze nie umiem sie kontrolowac. wczoraj nawrzeszczalam na jakiegos katolika ktory darl sie pod metrem(znowu...). niecierpie takich chorych ludzi z sekt. sama jestem chora. nie umiem kontrolowac wscieklosci ani czulosci. nie umiem kontrolowac swoich mysli i reakcji. nic juz nie umiem, umiem tylko plakac. wychodzi mi naprawde swietnie. moze kiedys wejde do ksiegi guinessa?

to wszystko tak boli. kazdy oddech niesie bol.

KURWA! DO DUPY Z TAKIM ZYCIEM!

thauryulmaiel : :

pedaleczek
19. sierpnia 2003 07:07:00
a chcialabys posmakowac prawdziwj rozkoszy i zrobic mi blow job z plykiem??? Sey YESSSS.
Dancing whit loneliness...
16. sierpnia 2003 18:03:00
Witam panno Maron :] Mam nadzieje ze nie przeszkadza ci ze zwracam sie do ciebie tym wlasnie nickiem, moze nie powinienem jesli az tak bardzo zalezy ci, na zachowaniu twojej prawdziwej tozsamosci w tajemnicy...Choc taki ze mnie niepoprawny gosciu ze chyba nie potrafie juz zwracac sie do ciebie innaczej ^__^' Nieporawny jestem taze dlatego ze wyblagalem od panny maron adres na tego bloga...Pojde za to do piekla :D choc i tak jestem ci bardzo za niego wdzieczny :) Skoro juz go dopadlem to wypadalo by cos skomentowac... Mialem sporo oporow co do tego. Kiedy panna maron jest zdolowana do tego stopnia trzeba bardzo uwazac co sie mowi, a ja mam dodatkowo tą wlasciwosc ze co bym nie powiedzial zwykle tego panny maron dola jeszcze poglembiam :( Mimo to zaryzykuje, najwyzej zalozysz nowego blogusia o ktorym juz na mor beton wiedziec nie bende ^__^' Heh, no dobra koniec gadania pzrechodze do komentowania...:P Heh..Mowi sie ze jesli ktos zastanawia sie nad swoim zyciem, zwlaszcza w tak mlodym wieku, to bardzo dobrze o nim swiadczy :] Jesli cie to pocieszy to nie jestes odosobniona bo ja tez az za czesto mysle o swoim skromnym zywocie...(Heh, gdyby tak jeszcze bylo o czym myslec ^__^) Najgorsze w tym wszystkim jest to ze bardzo czesto myslac o wlasnym zyciu, automatycznie wylapujemy tylko wszystkie zle jego strony, zadko kiedy starajac sie zobaczyc takze strony dobre...a szkoda :) Nie chesz zmieniac swojego zycia?? A gdyby tak ktos zaproponowal by ci zycie w bialym domku u boku ukochanego faceta, tak jak w bajce długo i szczesliwie...Mysle ze przyjela bys jego propozycja...Oosobiscie sadze ze tak naprawde kazdy czlowiek by chcial zmnienic swoje zycie, sprawic zeby bylo dobre i lepsze..Ale nie kazdy zawsze wie jak sie do tego zabrac, i nie kazdy moze je zmniec w pojedynke, tylko wlasnymi silami... Masz racje, bardzo wielu ludzi nie rozumie innych...Czesto nie rozumieja bo nie chcą zrozumiec, a czasami bo zrozumiec nie moga, nawet jesli bardzo by chcieli...Skad wiesz, moze znajduje sie na tym swiecie kilka, albo choc jedna osoba ktora chciala by cie zrozumiec, ale czy dala bys jej szanse zeby cie zrozumiala ?? A zrozumienie choc wymiera to jednak istnieje i zawsze istniec bedzie...Heh, co do tych "balonikow" to cos mi jeszcze po glowie chodzi ale o tym wolal bym z panna maron pogadac kiedys osobiscie...Na tym blogu musze sie wciaz kontrolowac co pisze...:P Co do milosci chyba nie powinienem sie na jej temat wypowiadac...Jak dla mnie to wyjatkowo zmienne "uczucie" ktore rownie latwo moze sprowadzic na nas wieczne szczescie co wieczna rozpacz...Oczywiscie jednak nikt nie powiedzial ze powinnismy sie poddawac! :] Ostatecznie milosc nie istniala by bez ludzi czyli bez nas, i na to czy bedzie ona szczesliwa czy raczej pechowa takze mamy chociaz minimalny wplyw ^___^ No a poza tym co by nie gadac gdyby wszystkio przychodzilo tak bez trudu to bylo by nudne :) A swiat bez milosci tez byl by nie zbyt ciekawy...Na dodatek nikt nie powiedzial ze czlowiek zawsze zakochuje sie tylko raz, przemysl to sobie :) Do psycholga/psychiatry bys sie raczej nie nadawala z racji tego ze bez problemu przegadasz psychiatre :p Zreszta ci goscie powykuwali rozne ksiazeczki i na tej podstawie wmawiaja ludziom rozne rzeczy np. "ze bedzie dobrze" choc niekoniecznie taq mysla...:P (ta,wiem ze mi by sie przydal psychiatra, wiem, wlasnie ostatnio szukam dobrego jakiegos :D) Nie mysl sobie ze jestes jakas "inna", "chora" albo "nienormalna" Jestes po prostu zwykla, WSPANIALA dziewczyną, ktorej doskwiera zwykla, typowoludzka samotnosc i ktorej wydaje sie, ze w wieku 15 lat zycie dla ciebie sie skonczylo :P Jesli ty tak naprawde myslisz i nie udajesz :D to zycie jeszcze bardzo cie zaskoczy, masz to jak w banku ;) Nom i skonczylem pisac jeden z najdzwnijszych komentarzy w moim zyciu :P Nie napisalem tam z pewnoscia wszystkiego co chcialem a juz na pewno nie napisalem wszystkiego co ty chciala bys uslyszec :] Wybacz jesli cie nadmiernie zdolowalem...^___^'' Na serio to chcialbym z toba o tym pogadac na gadaczu albo moze kiedys nawet w czery oczy jesli uda nam sie spotkac w realu (na co licze :P) Heh...ciesze sie ze masz tego bloga...Jesli moje komentarze benda ci przeszkadzaly nie przejmuj sie tym, ja zawsze moga z nich zrezygnowac, sama pisz tutaj to co naprawde myslisz...Jeszcze raz przepraszam jesli cie czasem zdolowalem/oberazilem etc.... 3maj sie cieplo i narazie :]
...
14. sierpnia 2003 12:59:00
em... jasmine...ee... em... dziekuje za komentarz ale niezbyt adekwatny do sytuacji jest:) mimo wszystko dzieki
Jasmine
14. sierpnia 2003 12:21:00
Ojej ...tyle Ci powiem, Co się takieg stało, że nie chce Ci się zyc??? Zawód miłosny??? Nie jestes sama!!!!!!! na świecie są miliony takich ludzi jak Ty! i kazdy kto był choć raz zakochany cierpiał...bo niestety miłość to cierpienie..ale czy to cierpienie nie dostarcza do anszego zycia odrobinki adrenaliny???Przypominj sobie pierwszy pocałunek z nowym chłopakiem..ten moment sie pamięta..wyda Ci sie ze świat zwariował, ze wszystko jest do góry nogami...Przypomin sobie spotkania na ktore czekalas, jak czekalas az on przyjdzie i cie obejmie, przytuli...to trzeba pamietac, nie to co było potem!!! potem - zawsze jest gorzej...tak to jest w tym swiecie, ze po zauroczeniu i wzajemnej ogromnej adoracji przychodzi przyzwyczajenie, zauwaza sie w drugie osobie wiecej wad, ktorych wczesniej sie nie dostrzegało...Najlepiej bt było nie angazowac sie w zaden zwiazek miłością..bo jesli nie ma ona odwzajemninie, takiego jakiego oczekujemy, to wtedy przychodzi smutek, gorycz, zal, wscieklosc, itp uczucia...ale nie łam sie! Czas sprawi ze te twoje negatywne uczucia odejdą..a moze ktoregos pięknego dnia nadejdzie chwila, kiedy twoje serduszko znow ogarną te pozywtywne uczucia:))) Powodzenia!Pozdrawiam

iwonka-1 | panalepodlogowe9 | fdiobiqm | izunia17 | pieknaizadbana | Mailing